Mówisz, że żyjesz?

Sami możemy już stwierdzić, że trudniej kierować się wiarą w czasach dobrobytu i beztroski. Zgoła inaczej wyglądało to w czasach PRL. Nic odkrywczego. Sięgając do Apokalipsy, przeczytamy ostrzeżenie kierowane do Kościoła w Sardes: „Znam twoje czyny: masz imię (które mówi), że żyjesz, a jesteś umarły”. Wspomniane tu miasto znane było z zamożności, a zatem i pierwszym wyznawcom Chrystusa zapewne niczego tu nie brakowało (chyba za wyjątkiem chrześcijańskiego stylu życia). Wiceprezes Katolickiej Agencji Informacyjnej Tomasz Królak, komentując sprawę spadku powołań w naszym kraju, mówi już nie o kryzysie w tym zakresie, ale zdecydowanie wskazuje na kryzys wiary, który dotknął nasze społeczeństwo. Akurat w obecnej chwili w diecezji kaliskiej nie możemy tragizować, co do ilości kandydatów do seminarium na pierwszy rok (pewnie to św. Józef znów okazał się dla nas przemożnym orędownikiem), ale to nie znaczy, abyśmy śpiewali za Andrzejem Grabowskim: „Ja wam mówię: jest dobrze, jest dobrze, jest dobrze, ale nie najgorzej jest”. Jak trafnie ujął to papież Franciszek – nie możemy naszego katolicyzmu sprowadzać do muzeum wspomnień. A my ciągle z nostalgią patrzymy na ten czas miniony, gdy świątynie w Polsce pękały w szwach od natłoku wiernych.
Nic jednak nie da wzdychanie, że kiedyś ludzie głęboko wierzyli, że rodziny bardziej były katolickie. Idąc tym torem, moglibyśmy przywoływać czasy średniowiecza jako epokę jeszcze pobożniejszą. Ale prawda jest taka, że w każdym czasie odnotować możemy wzloty i upadki. Co by nie mówić, to nasz koronowany katolicki monarcha Bolesław Śmiały zamordował biskupa krakowskiego. Ale już księżna św. Kinga w dokumencie fundacyjnym klasztoru w Sączu, pisała o „nie znającej granic ludzkiej przewrotności”. I ona świadoma, że ze wszystkiego zostaniemy rozliczeni przez Sędziego Sprawiedliwego, wskazała (w AD 1280), że trzeba kroczyć przed Bogiem „w świętości i sprawiedliwości, postanowiwszy wejść do życia idąc ciasną drogą i wąskim przejściem”. Nie ma zatem co siadać i płakać, bo przecież tak mogli i Apostołowie. Oni jednak jako pierwsi dali przykład, jak ową ciasną bramę forsować, a potem tyluż świętych jeszcze to potwierdziło, że to jedyna alternatywa na zbawienie. I zaraz podam jak współcześnie taką prostą drogą można iść. Od dwóch stuleci na sztandarach Francji wypisane jest obok wolności, równości i braterstwa pojęcie laickości. Wybrzmiało to znów, gdy do władzy doszedł prezydent Hollande. Mianowany przez niego minister edukacji, autor książki „Rewolucja francuska nie jest zakończona” w swoim dziele wyjaśniał: „Zrobiliśmy zasadniczo rewolucję polityczną, ale nie moralną i duchową. Dlatego zostawiliśmy moralność i duchowość Kościołowi katolickiemu. Musimy to zmienić (…). Musimy stworzyć religię republikańską, a ta nowa religia to laickość (…). Rewolucja oznacza zapomnienie tego wszystkiego, co ją poprzedza. Dlatego ważną rolę odgrywa szkoła, która musi wyrwać dziecko z jego wszystkich przedrepublikańskich więzi i nauczyć je, jak stać się obywatelem. To jest jak nowe narodzenie, jak transsubstancjacja, która dokonuje się w szkole, jak nowy Kościół z jego nowymi pasterzami, jego nową liturgią i nowymi Tablicami Prawa”. Zapewne coś takiego długo jeszcze (daj Boże!) nie będzie naszym problemem, ale wiemy: „Polak mądry po szkodzie”. Zaskoczeniem może być to, iż w związku z taką polityką oświatową, światli rodzice szukają alternatywnych modeli wychowania. Postawiono więc na skauting katolicki (Francja to kolebka harcerstwa katolickiego). Liczba skautów katolickich rośnie tam teraz na potęgę (na obecną chwilę skupia prawie 150 tys. katolickich harcerzy). Informację tę podał Vatican News (ale jest i w wydaniu elektronicznym gość.pl 30/2018). W ramach przygotowań do synodu poświęconego młodzieży, Episkopat francuski potwierdził, że skauting jest obecnie we wszystkich diecezjach najprężniejszą formą duszpasterstwa młodzieży. Akurat ta formacja bliska jest mojemu sercu, więc ubolewam, iż w naszych realiach ciągle jest postrzegana jako „bieganie po lesie w krótkich spodenkach”. Audrey Rouger – socjolog, która we Francji zajmuje się fenomenem skautingu, mówi, że w tej szkole życia można zdobyć wszechstronne umiejętności. Skauting uczy samodzielności, współpracy, realizacji określonych projektów i występowania w przestrzeni publicznej. Mądrzy rodzice zawsze szukać będą dla dzieci takich środowisk, w których rozwiną się najpełniej. Nie trzeba dodawać, że drużyny katolickie sprawdzają się także w przekazywaniu wiary, a rodzice potwierdzają, że robią to skuteczniej aniżeli mogą to uczynić instytucje kościelne. Michel – Henri Faivre, przewodniczący Skautów Europy we Francji, zwrócił uwagę, że ponowne docenienie skautingu jest też reakcją na współczesny społeczny model, w którym młodzi traktowani są z przesadną ostrożnością i wszystko robi się za nich. Skauci uczą się autonomii, oferuje się im przestrzeń wolności, przygodę i powrót do natury. Wychowawcami są inni młodzi i system ten nieprzerwanie sprawdza się przez dziesięciolecia. Za przykładem wielu Francuzów, którzy pragną także odrodzenia duchowego, warto może sięgnąć po narzędzia jakimi dysponuje skauting, by bardziej ożywić wiarę.

Ks. Piotr Szkudlarek